Pod Czerwonym Bykiem – wspomnienia z Red Bull Ringu

lip 20, 2016 3 odpowiedzi przez

Jest takie miejsce gdzie emocje, hałas i spokój przyrody tworzą jedną całość.

         Spielberg to niewielkie austriackie miasteczko zamieszkiwane przez jedynie 5000 mieszkańców. Położone jest w Styrii, górzystej krainie geograficznej zajmujące południową część kraju. W zasadzie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ulicami od czasu do czasu spokojnie przejeżdżają auta i traktory, czasem przemknie jakiś przechodzień. Wokół zaś rozciągają się pola, lasy i malownicze szczyty górskie. Szybko daje się wyczuć spokojne tempo życia tak odmienne od tego znanego z wielkich metropolii. Ciekawostką jest to, że stąd wywodzą się przodkowie reżysera Stevena Spielberga.

            Byłoby to pewnie kolejna senna mieścina gdyby nie pewien dosyć istotny fakt. To właśnie tu znajduje się OsterreichRing, tudzież Red Bull Ring. Jest to najważniejszy tor wyścigowy w Austrii na którym od wielu lat odbywają się m.in. wyścigi Formuły 1. Jego historia sięga roku 1969 gdy do użytku oddano jego pierwszą wersję, wykorzystującą część terenów dawnego lotniska. Trasa była malownicza, ale i dość wymagająca dla silnika i opon. Różnica wysokości między najwyższym i najniższym punktem wynosiła 65 metrów. W dodatku rozwijano tam prędkości nawet powyżej 320 km/h.

rrr

            Tor był jednak niebezpieczny. Znajdowały się w nim partie, gdzie niejednokrotnie dochodziło do niebezpiecznych kraks. Dlatego w latach 90 – tych zdecydowano się na przebudowę. Austriacka pętla została skrócona z niecałych 6 do 4,3 kilometra długości, zadbano o szerokie pobocza i strefy ratunkowe dla kierowców, którym zdarzyło się wyjechać poza trasę. Prace były prowadzone głównie dzięki funduszom firmy telekomunikacyjnej A1, toteż obiekt nazwano A1-Ring. W 2003 roku nie pobity do dziś rekord wynoszący 1 minutę i 8 sekund ustanowił Michael Schumacher. W późniejszych latach tereny przejął Red Bull, dokonując kolejnych modernizacji. Jak zatem łatwo się domyśleć, tor przemianowano na Red Bull Ring. Jak na wielu torach na świecie, także tutaj organizowane są track day’e gdzie każdy może wjechać własnym samochodem, niezależnie od marki i mocy, aby doświadczyć sportowej jazdy. Tego lata, w ramach mojej wyprawy do Austrii, również ja skorzystałem z takiej możliwości. W odróżnieniu od Toru Poznań czy niemieckiego Nurburgringu, takie wjazdy mają tu miejsce jedynie 3-4 razy do roku. Poza tym na pętli jednocześnie może znajdować się 30 kilka samochodów. Dlatego chcąc tam wjechać, warto z 3 miesięcznym wyprzedzeniem wykupić sobie wjazd.

            O siódmej rano ze snu wyrywa mnie budzik. Już o wpół do dziewiątej muszę stawić się na Red Bull Ringu, aby dopełnić formalności rejestracyjnych. Sobotnim rankiem ruszam sennymi jeszcze uliczkami. Już po chwili przekraczam podziemny przejazd, znajdując się na zapleczu toru. Obszerny parking zajmuje  już kilkadziesiąt samochodów i motocykli, ale bez problemu znajduję miejsce.

DSCN2514

Przechadzając się pomiędzy maszynami dostrzegam auta od Citroena Saxo przez Porsche 911 do Vipera czy najnowszego Chevroleta Corvette.

DSCN2524

Ustawiam się w kolejce kierowców, każdy cierpliwie czeka, a chwilę później przy stoliku za którym siedzą trzy sympatyczne dziewczyny, oddaję wypełnione wcześniej dokumenty i uiszczam opłatę za uczestnictwo. Przeważają tu Austriacy i Niemcy. Jest też kilku Włochów, Słoweńcy i jeden Polak, którym jestem ja. W ciągu dnia przewidzianych jest 7 tur dla samochodów i tyle samo dla motocykli. Jedna kosztuje 45 euro, wykupienie wszystkich to w przeliczeniu wydatek prawie 1000 złotych. Otrzymuję naklejkę z oznaczeniem, którą umieszczam na przednią szybę i spokojnie czekam na swoją kolej.

DSCN2520

Odczuwam jednak niewielką obawę, ale myślę, że to dobrze. Taki lekki stres towarzyszący wyzwaniom wyczula uwagę i chroni przed lekkomyślnym pakowaniem się w niebezpieczne sytuacje. W końcu nadchodzi moja tura. Wraz z innymi kierowcami ustawiam się w kolejce, aby przez aleję serwisową wyjechać na tor. Ze zdumieniem obserwuję kierowcę Vipera, który podczas tego wjazdu rozmawia przez telefon komórkowy.

DSCN2516

W odróżnieniu od zasad panujących na torze w Poznaniu, tutaj nie ma podziału na klasy w zależności od mocy. Jest to słabe, ponieważ w jednym momencie obok siebie mogą znaleźć się Peugeot i Audi R8. Przez to osoba dysponująca słabszym autem co chwila musi patrzeć w lusterka, aby niechcący nie zajechać komuś drogi i ustąpić szybszym miejsca. Nie ma też możliwości skorzystania z pomocy instruktora, który pomógłby w jak najlepszy sposób przejechać trasę toru.

Tuz za pierwszym zakrętem rozpoczyna się długa prosta, która w końcówce ostro pnie się do góry. Przeglądając wcześniej nagrania myślałem, że ostro się tu rozpędzę. Dysponuje jednak jednym ze słabszych samochodów w stawce i czuję, że silnik mocno się w tym miejscu wysila.

Bez tytułu2

Ostro dohamowuję i atakuję kolejną prostą omijając fragmenty leżące na asfalcie po jakiejś stłuczce. Następnie rozpoczyna się seria szybkich, technicznych zakrętów, które dziarsko pokonuję. Wyraźnie słyszę pisk opon, które ulegają tu mocnym przeciążeniom. Po chwili po lewej stronie auta dostrzec można 17-metrową rzeźbę byka. Nie ma jednak czasu na podziwianie widoków, trzeba być skoncentrowanym. Przyznać trzeba, że tych nie brakuje. Wszędzie wokół roztacza się panorama na okoliczne lasy i góry.

Bez tytułu3

Koncentracji mogło jednak zabraknąć na ostatnim okrążeniu kierowcy KTM-a. Wyjeżdżam z ostrego zakrętu, patrzę, a tam samochód w poprzek drogi. Ostatnie dwa prawe zakręty i prosta startowa pnąca się lekko w górę. Zjeżdżam tu do krawędzi drogi, aby przepuścić szybszych kierowców.

Pętla toru, choć w miarę krótka i szybka jest wymagająca ze względu na duże różnice wysokości oraz fragmenty gdzie długie proste przechodzą w serię łuków. Nie wymaga się korzystania z kasków. O ile w kabinie nic nie leży luzem, a okna są pozamykane – w porządku. Widziałem jednak właściciela Porsche, który jadąc po torze miał na tylnych siedzeniach jakieś przedmioty. Za ludzi bez wyobraźni uznałem też jadących Fordem Mustangiem Cabrio. Nie mieli oni kasków, a gdyby w razie kraksy dostali jakimś odłamkiem w głowę raczej nie należałoby to do przyjemnych doświadczeń. Duże wrażenie zrobił na mnie VW Golf. Wyglądał jak zwykły, 4-drzwiowy Golf III. Ciekaw jestem co miał pod maską, bo na prostych radził sobie z autami, które teoretycznie powinny zostawić go daleko w tyle.

Choć mojemu autu brakowało momentami nieco mocy, to jednak mnie nie zabrakło ambicji. Dzięki temu mogę pochwalić się kolejnym doświadczeniem w sportowej jeździe samochodem.

Bez tytułu

Sam tor i jego zaplecze, choć nie tak okazałe jak niemiecki Nurburgring, imponują. Za darmo można było zwiedzić wystawę aut wyścigowych, zobaczyć różne pomieszczenia i wejść na to samo podium, na którym stało wielu mistrzów sportu samochodowego. Można również odbyć trening driftingu czy jazdy off-roadowej. Moje uznanie wzbudza to, że można zbudować ciekawy i nowoczesny obiekt sportowy w poszanowaniu okolicznej przyrody. Obiekt, który dodatkowo promuje piękną krainę jaką jest Styria.  Miejsce gdzie sport i intensywne emocje komponują się z ciszą i naturą.

Lubisz teksty autora? Wejdź na:

www.facebook.com/matifabiszak

 

Relacje

O autorze

Młody twórca muzyki elektronicznej, fan sportowych samochodów, wyścigów, biegacz długodystansowy. W utrzymanych w lekkim stylu artykułach, dzieli się swymi przemyśleniami na temat motoryzacji.

3 odpowiedzi do artykułu “Pod Czerwonym Bykiem – wspomnienia z Red Bull Ringu”

  1. Roman says:

    Fajnie! nieźle!

  2. Eugeniusz says:

    widzę że fajne autka tam były :)

Zostaw odpowiedź

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress